wtorek, 19 października 2010

Sobolewski o nr 32 Ha!artu !

Restart polskiego kina

Tadeusz Sobolewski
2010-10-16, ostatnia aktualizacja 2010-10-15 17:24

Młodzi krytycy, pisarze, reżyserzy próbują wrócić do dawnej idei zespołów filmowych jako formuły na odnowę kina polskiego. Temu służył pierwszy okrągły stół filmowców i pisarzy.

Tadeusz Sobolewski
Tadeusz Sobolewski
W specjalnym wydaniu "Ha!artu" przygotowanym z okazji okrągłego stołu pisarzy i filmowców czytam, że właśnie powstała adaptacja gejowskiego "Lubiewa", podobnie jak ekranizacja obrazoburczego poematu "O matce i ojczyźnie" Bożeny Keff. Nazwiska reżyserów nic nie mówią. Ale oto kolejna rewelacja: nakręcono "Polski kwiecień" inspirowany powieścią "Ojciec odchodzi" Piotra Czerskiego, zestawiającą dwie żałoby Polaków - po Janie Pawle II i po katastrofie smoleńskiej. "Film ten - czytam w entuzjastycznej recenzji - wstrzykuje kolorową groteskę w histeryczny czarny patos". Zdążył otrzymać Grand Prix na festiwalu Realismo w Lanciano z rąk samego Cesarego Zavattiniego, ojca włoskiego neorealizmu. Oczywiście to fikcja, nie ma tych filmów. Ale mogłyby być. 

Polska kinematografia mimo oparcia w PISF i funduszach publicznych jest skrępowana bardziej niż w złotych czasach kina polskiego. Zależy dziś od tych producentów, którzy dbają przede wszystkim o szybki zysk. TVP przestała być partnerem filmowców. Kinu brakuje takich wydawców, jakich ma literatura, i takich kierowników literackich oraz dyrektorów, jakich mają teatry. Niewielu jest producentów kreatywnych, jak Jerzy Kapuściński z Kadru, gdzie powstał "Rewers", gdzie Jan Komasa kręci "Salę samobójców", Marek Koterski "Baby są jakieś inne", Leszek Dawid "Paktofonikę" według książki Macieja Pisuka. 


Dawne kino polskie tworzyło symboliczne obrazy przekraczające obiegowe wyobrażenia. Narzucające się przykłady: słynna scena z "Popiołu i diamentu" - zastrzelony komunista pada w ramiona zamachowca-patrioty; obaj są ofiarami. Przenikliwa synteza PRL w "Dreszczach" Marczewskiego - wąską ulicą idą naprzeciw siebie: pochód z czerwonymi sztandarami i procesja kościelna, która okazuje się silniejsza. W "Zezowatym szczęścia" Munka i "Przypadku" Kieślowskiego na różne sposoby, raz komiczno-ironicznie, raz tragicznie, powraca myśl, że człowiek nie mieści się w historii, w ideologii, w narzuconych rolach społecznych i podziałach światopoglądowych. Dziś także szukamy formuły na Polskę - innej niż obiegowa, obecna w języku partii, Kościoła. 

Czy byłyby możliwe w kinie obrazy mądrzejsze od rzeczywistości? Udane próby ostatnich lat: "Dług", "Plac Zbawiciela", "33 sceny z życia", "Dom zły", "Wojna polsko-ruska", "Matka Teresa od kotów". Kiedy po doświadczeniu "wojny o krzyż" ogląda się "Dzień świra" i "Wszyscy jesteśmy Chrystusami", imponuje trafność, z jaką te filmy analizują polską mowę nienawiści. Śmiech, jaki wywołują, burzy na moment barierę oddzielającą dwie Polski - "fundamentalistów" i "nowoczesnych". Przy czym autor dokonuje tego bolesnego zabiegu na sobie samym. Kto dzisiaj zmiesza szyki, stworzy obrazy, które wstrząsną, przyniosą katharsis?

Mądrzejsze od polityki 

Może temu służyć kontakt z młodą literaturą i młodą krytyką - powrót do zespołowości. Podczas "Okrągłego stołu filmowców i literatów" zorganizowanego na początku października przez PISF rozdawano specjalny numer "Ha!artu" z ankietą krytyków o polskich książkach wartych ekranizacji. Najwięcej głosów dostało "Lubiewo" Witkowskiego i "Piaskowa góra" Joanny Bator, oprócz nich "Prowadź swój pług przez kości umarłych" Olgi Tokarczuk, "Lód" Jacka Dukaja, powieści Hanny Samson, biografia Henryki Krzywonos, autobiografia Jacka Kuronia, "Proszę bardzo" Andy Rottenberg. 

Czy chodzi o kino polityczne? To określenie w Polsce kojarzy się z partyjnością, z ideologią. Wiadomo - o wartości sztuki nie decyduje temat, a "głębia wyrazu nie polega na słuszności przesłania". Ale kiedy ogląda się dziś niektóre filmy latynoamerykańskie, hiszpańskie, skandynawskie, izraelskie, widać, że są one efektem ostrego zderzenia z rzeczywistością i z rodzimą widownią. Są nie tyle "polityczne", ile mądrzejsze od polityki.

W dyskusjach o kinie polskim, jak w angielskim klubie, nie mówi się o poglądach, nie sądzi idei. A była to kiedyś praktyka naszej krytyki. Reżyserzy - od Wajdy i Munka po Zanussiego, Holland, Kieślowskiego, Marczewskiego - nie żyli w izolacji. Mieli za sobą doświadczenie pokoleniowe. Pracowali dla przyszłości. Wchodzili do zawodu, wierząc, że ich obrazy mają zdolność oddziaływania na rzeczywistość. I oddziaływały: młode kino lat 70. - nie tylko "Człowiek z marmuru" - naprawdę zapowiadało przyszły ruch "Solidarności", uprzedzało przyszłe konflikty. Filmy robione tuż przed stanem wojennym, takie jak "Kobieta samotna" Holland czy "Wojna światów" Szulkina, nie szły z nurtem, wyprzedzały potoczną świadomość. Wyprzedzali obiegowe myślenie Amerykanie, robiąc kiedyś filmy o wojnie w Wietnamie, dziś o Iraku; Izraelczycy wywlekający w kinie swoje traumy i dylematy; Mike Leigh i bracia Dardenne pytający o ludzi wykluczonych (często z własnej winy). Kiedy przeczytałem "Naszą klasę" Tadeusza Słobodzianka, zobaczyłem za tymi obrazami polski odpowiednik "Białej wstążki" Hanekego. 

Nieformalne zespoły

Najciekawsze polskie filmy ostatnich lat nie są adaptacjami, ale mają cechy dobrej literatury: oryginalność, pogłębione rozpoznanie rzeczywistości, świadomość punktu widzenia. Jak odrobić fatalny błąd, jakim była po roku 1989 praktyczna likwidacja systemu zespołów, naiwne zawierzenie "niewidzialnej ręce rynku" - o czym mówił podczas okrągłego stołu Piotr Szulkin. Lekkomyślnie zniszczono to, na czym wzorowały się inne kinematografie, co przyczyniło się w latach 90. do odrodzenia kina duńskiego - zespołowość. 

Dążenie do tego, żeby w systemie kapitalistycznym i producenckim zachować dawny mariaż kina i literatury, zaczyna przybierać konkretny kształt. Na razie to jeszcze nie rewolucja, tylko działanie pozasystemowe. Piotr Marecki - szef korporacji Ha!art, jeden z pomysłodawców okrągłego stołu - współtworzy Restart. Nazwa nawiązuje do przedwojennego Stowarzyszenia Miłośników Filmu Artystycznego "Start". To właśnie od dawnych startowców w połowie lat 50., w czasach odwilży, wyszła inicjatywa stworzenia zespołów. 

- Jest nas około 30 osób niezwiązanych z żadną instytucją - mówi Marecki. - Tworzymy parainstytucję, think tank pracujący na rzecz zmiany polskiego kina, odnowy myślenia zespołowego. Wśród nas są filmoznawcy, filozofowie, historycy, pisarze, dramaturdzy, laureaci ostatnich konkursów krytyki filmowej im. Krzysztofa Mętraka. Na nowo czytamy kino polskie. Tworzymy krytykę towarzyszącą, która nie wydaje werdyktów "zły - dobry", ale rozwija idee zawarte w filmie, wchodzi z nim w dialog. 

Wydali książkę o polskiej Nowej Fali, tom "Kino polskie 1989-2010. Historia krytyczna", "Dzieje grzechu. Surrealizm w kinie polskim". Przypominają nieoczywistych reżyserów, tak różnych jak Barański, Żuławski, Skolimowski, Królikiewicz. Restart współdziała z alternatywnym Stowarzyszeniem Młodych Filmowców 1-2. Przygotowują zmiany, które z czasem nastąpią w Stowarzyszeniu Filmowców Polskich i w PISF. 

Mówi Joanna Ostrowska, historyczka pracująca z Marcinem Koszałką nad jego przyszłym debiutem fabularnym: - Restart wyobrażam sobie jako grupę ludzi, którzy mogą być sparingpartnerami dla filmowców. Przysyłają nam swoje projekty Borys Lankosz, Paweł Ferdek, Katarzyna Klimkiewicz. Czytamy, interpretujemy, proponujemy nowe rozwiązania. Reżyser czy pisarz ma szansę dowiedzieć się, co właściwie myśli. 

Chcą, żeby kierownik literacki mógł uczestniczyć w konkretnych projektach filmowych, jak w teatrze. Działają nieformalnie, bez pieniędzy. Po spotkaniu w warszawskiej kawiarni Tarabuk usłyszeli od Borysa Lankosza i Pawła Borowskiego ("Zero"), że od dawna na takie forum czekano. W szkołach artystycznych jest niewiele miejsca na literaturę rozumianą szeroko, jako domena sensu. Trzeba było lat, żeby doprowadzić do spotkania rozproszonych środowisk, które w czasach świetności polskiego kina spotykały się przy kawiarnianym stoliku: młody Kawalerowicz i Konwicki, Munk i Stawiński, Wajda i Andrzejewski, Has i Dygat. 
Źródło: Gazeta Wyborcza


Więcej... http://wyborcza.pl/1,75475,8518956,Restart_polskiego_kina.html#ixzz12nclkGai

Brak komentarzy: